XXXVI Maraton Pieszy im. Andrzeja Zboińskiego w Puszczy Kampinoskiej (KPN) | 03-04.10.2009

XXXVI Maraton Pieszy | 03-04.10.2009

Wpis z dnia 04 paź 2009 w temacie Zawody | 1 Komentarz

Wczoraj o 20:30 stawiliśmy się na pętli w Dziekanowie Leśnym przy szpitalu. Z premedytacją opóźniliśmy start o około godzinkę, by nie iść w tłoku i mieć możliwość samodzielnego poszukiwania trasy.

Po krótkiej sesji zdjęciowej, o 20:50 ruszyliśmy, spod pamiątkowego kamienia w Szczukówku, czerwonym szlakiem do Mogilnego Mostku. Księżyc świecił jasno, humory dopisywały. Następnie skręciliśmy w żółty szlak. W Palmirach po około 100 metrów asfaltem, zeszliśmy na czarny szlak do Janówka. Podążając dobrze znaną trasą doszliśmy do asfaltu. Po 6 kilometrach asfaltem i zobaczeniu zajączka, dotarliśmy do Wierszy. Po obejściu cmentarza ruszyliśmy równie często obleganym przez nas szlakiem do Roztoki.

Tam napotkaliśmy pierwszy punkt kontrolny. Szybkie podbicie kart, mały przystanek na kanapkę i ruszamy dalej. Moja załoga zaczyna marudzić, że bolą ich nogi. Ja też nie czuję się najlepiej. Wypicie 2 kaw przed samym wyjściem to nie był dobry pomysł. Czuję się odwodniony i boli mnie brzuch.

Po 5 km., na półmetku, na Babskiej Górze robimy kolejny krótki postój. Zmęczenie daje o sobie znać, ale idziemy dalej. Przy Sośnie Powstańców część grupy się wykrusza, ja z psem idziemy dalej. Trochę asfaltu w stronę Górek i skręt w lewo przed białym budynkiem. Od tego momentu zaczyna się nieznana część trasy. Dejl jest trochę zaniepokojony odłączeniem się od reszty, ale ma jeszcze pełno energii.

Idziemy gruntową drogą w stronę Zamościa. Około 3-3.30 mija nas para biegaczy. Nie wyglądają na zmęczonych, wesoło się witają, mimo 30 km. w nogach. Po małym ataku ze strony wiejskich psów dochodzimy do drugiego punktu kontrolnego. Dejl dostaje wodę do picia, a ja ładną pieczątkę :). Ruszamy dalej w poszukiwaniu  żółtego szlaku.

Idziemy żółtym do Bielin, gdzie znowu wybiegają na nas psy. Dejl idzie bardzo ładnie, nawet ciągnie!. Staram się złapać jakiegoś przewodnika, który nadaje tempo marszu mojemu psu pociągowemu. Przy zielonym szlaku, w okolicach Góry koło Św. Teresy, natrafiamy na trzeci punkt kontrolny. Ruszamy z nadzieją, że niedługo będzie już Borowa Góra i ostatnie 3,5 km. Droga do odejścia na niebieski szlak strasznie mi się dłuży. Nogi zmęczony ciągłym wchodzeniem i schodzeniem zaczynają dawać o sobie znać.

Nareszcie docieramy do niebieskiego szlaku. Zamawiam powrót do domu i ruszamy w dół, do ostatniego asfaltu. Wychodzimy na asfalt i człapiemy ostatnie 2 km. Po drodze spotykamy JanG ‘a z KB Galerii z Białą i Szarą. Widać już szkołę – rozentuzjazjowani pokonujemy ostatnie kilkaset metrów.

Udało się! Po wcześniejszych, 2 nieudanych próbach, nareszcie udało mi się ukończyć 50 kilometrów na maratonie pieszym! Oddaję kartę startową i po pamiątkowym zdjęciu wracam do domu.

Podobne wpisy:

1 komentarz do “XXXVI Maraton Pieszy | 03-04.10.2009”

  1. Mateusz Napisał:

    Cieszę się, że ukończyłeś ten marsz. Jak z bieganiem Ci idzie? Ja już mam wszystko na zimę kupione. No może z wyjątkiem pulsometru ;)

Skomentuj